„Jak możesz pomagać osobom rozwodzącym się, skoro sama nie przeszłaś przez rozwód?”

To pytanie usłyszałam już drugi raz i postanowiłam o tym napisać.

Dlaczego?

Ponieważ ono jest symptomatyczne.

Nie wiem skąd wzięło się to przekonanie, że osoby pracujące w zawodach „pomocowych” powinny same mieć za sobą takie same doświadczenia, nad którymi procują ze swoimi klientami.

To znaczyłoby, że tylko terapeuci, którzy przeszli depresję – mają prawo pracować z osobami z depresją.

Zaś wyłącznie ci, którzy mają dzieci – mogą pracować z problemami dzieci.

Natomiast po to, by być  terapeutą osób z uzależnieniami  – trzeba by samemu pokonać chociaż jeden nałóg.

Nie mówiąc już o tym, ze terapeuta pracujący z parami powinien mieć co najmniej kilka rozwodów za sobą.

Idąc tym tropem, można by oczekiwać, że tylko lekarz, który chorował na raka – umie leczyć osoby chorujące na to paskudztwo,  zaś dermatolog powinien przejść wszelkie możliwe egzemy, liszaje itd. żeby skutecznie pomagać chorym.

Przecież to nie o to chodzi!

Tak jak lekarzy uczy się rozpoznawać symptomy, na ich podstawie stawiać diagnozę i dobierać leczenie, tak terapeuta poznaje różne typy dolegliwości psychicznych, metody jakimi można z nimi pracować, a coach kryzysowy – uczy się rozpoznawać czy osoba jest w kryzysie, w jakim stadium, jak nasilony jest kryzys i stosując odpowiednie techniki pomaga jej z tego kryzysu wyjść.

Każdy z tych  fachów wymaga odpowiedniego  przygotowania, przeszkolenia, wiedzy, ale przede wszystkim uważności na pacjenta czy klienta i przede wszystkim empatii.

Oczywiście nie chcę tu powiedzieć, że własne doświadczenie jest nieistotne. Z drugiej strony – każdy jest inny, każdy jest odrębnym światem, z innymi mapami, wcześniejszymi doświadczeniami, bagażem przeszłości, więc to samo wydarzenie – każdy przeżyje inaczej.

Uważam, że wystarczy prawdziwa empatia i wnikliwa uważność na drugiego człowieka – żeby móc mu pomóc. Tak naprawdę – dużą częścią pracy coacha kryzysowego jest bardzo świadoma obecność, bycie z drugą osobą, zadawanie jej właściwych pytań, zmuszających do myślenia, wyjścia poza dotychczasowy schemat. I prawdziwe, głębokie bycie, nie obok, nie za, ale właśnie przy osobie, która przechodzi kryzys. Tylko tyle i aż tyle.