Kiedy wpiszesz w wyszukiwarkę google hasło: „motywacja” – pojawia  się 10 600 000 wyników!

Na FB, zwłaszcza na grupach związanych z aktywnością fizyczną, albo dbaniem o siebie – jest wiele wątków poświęconych motywacji.

Wszyscy poszukują tego „Swiętego Graala” – motywacji.

Jak zacząć?

Jak wytrwać?

Jak się zmotywować?

A ja mam wrażenie, że to jest podobnie jak z natchnieniem u pisarzy.

Wielu z nich (np. tak popularny teraz Remigiusz Mróz) nie czeka na natchnienie, tylko po prostu ma rutynę działania. O konkretnej godzinie, w konkretnym miejscu siada i pisze. Czasem 2 zdania, czasem cały rozdział. Ale zawsze przez określony, narzucony sobie czas.

I nie odpuszcza.

Nie czeka na flow, tylko siada i pisze.

Kiedy kończyłam studia na romanistyce, jako jedyna wybrałam pisanie pracy z  literatury, a konkretnie z teatru, ponieważ nie wyobrażałam sobie poświęcenia całego roku gramatyce języka francuskiego. Pisałam u Pani Profesor, u której chyba nikt, albo niewielu, mieściło się z napisaniem i obroną w roku. Ludzie pisali po 2-3 lata.

Ale ja się zaprałam.

Postanowiłam, że w czerwcu się obronię.

I tak się stało!

Ale …  codziennie, kiedy mój mąż wyszedł do pracy, ja siadałam do komputera i pisałam. A jak mi nie szło, to siedziałam i próbowałam, albo myślałam. Przez kilka godzin. Robiłam to, bo podjęłam decyzję, że chcę napisać magisterkę i obronić się do czerwca. Mieliśmy plany powrotu do rodzinnego miasteczka, z ofertą pracy dla Męża, i wizją przejęcia posady po moim profesorze francuskiego w liceum. Więc cel był jasny.

I dałam radę 😉

Ale…

Nie czekałam na motywację.

Miałam wyznaczony jasny, dobrze umotywowany cel.

Wiedziałam czego chcę i dostosowałam do tego swoje działania.

Jaki z tej mojej historii wniosek?

Ano taki, że nie należy wierzyć, że żeby zacząć działać – trzeba czekać na motywację.

To co jest najistotniejsze – to mieć jasno określony, ważny dla siebie cel.

I pamiętać o tym celu każdego dnia!

A potem – jak osoba dorosła, czyli taka która podejmuje decyzje i bierze za nie odpowiedzialność – po prostu robić.

Dzień za dniem, bez zastanawiania się, czy mi się chce, czy mam motywację czy nie. Po prostu działać, bo tak się postanowiło.

A jeśli  i tak nie dajesz rady?

Jeśli nie masz motywacji – to może ten cel nie jest dla Ciebie ważny?

Albo nie masz jasno sprecyzowanego dlaczego to chcesz osiągnąć?

Nad tym się pochyl, zastanów się, przemyśl i doprecyzuj.

Jeśli okaże się, że to nie twój cel – to go porzuć bez żalu.

I tak twoja podświadomość będzie go sabotować.

Jeśli odkryjesz, że nie wiesz dlaczego chcesz to zrobić – to dojdź do tego za wszelką cenę. Zbadaj, czy nie hamują cię jakieś przekonania.

Jeśli tak jest – to to jest czas na pracę z tymi przekonaniami.

Bo pamiętaj, że i tak w 90 % decyzje za nas podejmuje nasza podświadomość, więc lepiej ją mieć „po swojej stronie” 😊