«  Myśli są jak pies. Jest naszym obrońcą, przewodnikiem, przyjacielem, pod warunkiem…że chodzi przy naszej nodze, wykonuje nasze polecenia. Ale kiedy to on wyprowadza nas na spacer, biegnie gdzie chce, szarpie nas za smycz, to jest to stan, kiedy to nie my mamy umysł, ale umysł ma nas”

Joanna Heidtman

Czy to znaczy, że mamy być jakimiś  bezdusznymi robotami?  A może powinniśmy przestać odczuwać emocje?

Otóż wcale nie o to chodzi.

Chodzi o to, że bardzo często dajemy się ponieść emocjom, przekazujemy im wodze, a one prowadzą nas gdzie chcą, a nie tam gdzie my byśmy chcieli. A potem dziwimy się, że zabrnęliśmy w jakiś ślepy zaułek, albo też że dookoła nas pustynia.

Ostatnio, będąc na warsztatach dla Kobiet (tak, tak ja też wciąż się rozwijam) miałam okazję brać udział w ćwiczeniu, w którym miałyśmy pokazać tańcem, ruchem wylosowaną emocję. Mogłyśmy też dobrać sobie z kręgu inne kobiety. Zostałam wybrana do ćwiczenia, w którym chodziło o złość.

Kiedy kobieta prezentująca złość stanęła przede mną dosłownie poczułam w ciele jej złość. Czułam jak rośnie mi ciśnienie w głowie, która zaczyna mnie boleć i miałam wrażenie, że jeszcze chwila a mi eksploduje.

Pomyślałam, że muszę uwolnić się od tej emocji.

Zaczęłam więc szybciej oddychać, głęboko wdychają i wypuszczając powietrze, jakbym wraz z wydechem oczyszczała się z tej złości.

Faktycznie z każdym wdechem zaczynałam się uspokajać, czułam schodzące ciśnienie i to samo obserwowałam u osoby prezentującej.

To było niesamowite uczucie – jakbym się oddaliła trochę od Siebie i obserwowała to co przeżywam z boku. Niesamowicie uwalniające.

Potem przeczytałam artykuł  w sierpniowym Zwierciadle „Droga do wolności” o metodzie uwalniania opracowanej przez Dawida R. Hawkinsa.

Otóż podstawą tego , żeby zacząć pracować ze swoimi emocjami i tym samym nauczyć się nad nimi panować, jest zrozumienie, że to że przeżywasz emocje, nie znaczy, że jesteś tą emocją.

To jest coś, co przychodzi, trwa i odchodzi.

I jeśli to zrozumiesz i nauczysz się w ten sposób podchodzić do emocji – odzyskasz wolność w życiu.

Chodzi o to, żebyś zauważyła pojawiającą się emocję, uznała ją i uznała, że ona ma prawo się pojawić.

Ale to wcale nie znaczy, że masz pozwolić się jej nakręcać. Ponieważ nasz mózg ma tendencję do nadpisywania kolejnych myśli do trudnego przeżycia.  W ten sposób wciąż nakręca, karmi tę emocję, zamiast pozwolić jej minąć.

Co gorsza jedna taka sytuacja, dobrze dokarmiona, potrafi wpływać na inne sytuacje, ponieważ to co czujemy i myślimy, wpływa na to jak postrzegamy świat, także w innych obszarach.

Jaka jest na to rada?

Trzeba się nauczyć uwalniać emocje.

Ale jest to trudne, ponieważ godzi w nasze ego.

A ego nie lubi, kiedy ktoś podkopuje jego rację bytu. Ego lubi mieć rację, lubi, żeby jego przekonania, na temat ciebie i świata miały uzasadnienie.

Więc jeśli zaczniesz uwalniać negatywne emocje, pozwalać im przepłynąć, to ego nie będzie mogło sobie udowadniać, że „to inni są źli, to ich wina”, albo wręcz przeciwnie (jeśli taki nosisz wzorzec) nie będzie mogło się samobiczować „że to wszystko moja wina”.

Nie pozwolisz mu  na dobudowywanie dodatkowych myśli do jakiegoś trudnego wydarzenia, tylko pozwolisz mu minąć, a kiedy będzie już przeszłością zatrzymasz się i zaczniesz pracować nad tym, żeby zmienić mu kontekst, nadać mu nową, wspierającą dla Ciebie interpretację.

Dokładnie w ten sposób pracuję z Kobietami, które są po rozwodzie, żeby pomóc im zamknąć ten etap, który minął, sprawić, żeby wzięły z niego tylko to co dobre, co je wspiera, zastanowiły się czego już nie chcą nigdy w życiu, a w tym co ciężkie, staramy się dostrzec to coś, co sprawiło, że kobieta stała się silna, że w końcu postawiła na siebie i zawalczyła o siebie.

Kiedy już się to stanie przychodzi czas na tworzenie wizji nowego życia.

I to jest też bardzo waży etap, bo umysł dąży do tego co  „widzi”, czego obraz mu podsuniemy.

A żeby było ciekawiej – umysł nie odróżnia tego co się naprawdę aktualnie wydarza, od tego co my sobie dokładnie wyobrazimy.

Dlatego wizualizacja ma taką wielką siłę.

Wszystko więc polega na tym, żeby znając te mechanizmy, zacząć je wykorzystywać na naszą korzyść. Po prostu wziąć odpowiedzialność za nasze emocje, z tym samym za nasze życie. Nauczyć się decydować o sobie.