A co ciebie to Kobieto obchodzi?
Tatry. Piękna słoneczna pogoda lipca. Jak okiem sięgnąć widać majestatyczne szczyty najwyższych polskich gór. Gwar rozmów ludzi, którzy dotarli tu, tak jak ja, po 2- 3 godzinach dość wymagającego podejścia i teraz siedząc na Przełęczy Kondrackiej, odpoczywają przed kolejnym etapem.
Dookoła piękne widoki na Kopę Kondracką, Czerwone Wierchy, a z drugiej strony dumny szczyt Giewontu – cel pielgrzymek większości początkujących, aczkolwiek ambitnych turystów w Tatrach.
O dziwo kolejka czekających na wejście na szczyt nie jest zbyt długa, więc, choć tego nie planowałam, bo celem była Kopa Kondracka, z której trzeba było zrezygnować, gdyż najmłodsza latorośl odmówiła współpracy, postanawiam „zaliczyć” jeszcze Giewont, zanim zaczniemy schodzić.
Przede mną typowa polska rodzinka. Jegomość z brzuszkiem i wąsem, w podkoszulku na ramiączkach oraz kobieta z „barankiem” na głowie. Oboje ok. sześćdziesiątki.
Facet pogania Kobietę, musztrując ją co chwilę: „no dalej, dalej, nie ociągaj się”. Kobieta ma wyraźnie opór przed wspinaniem się na szczyt. Słyszę jej: „ nie dam rady”, „mam lęk wysokości”…
Potulnie stoi jednak w kolejce. W pewnym momencie próbuje zrejterować mówiąc: „to ja może tu na was poczekam na dole”…
Ale facet nie odpuszcza, więc ona pokornie wraca do kolejki.
Jednak kiedy zaczyna się wspinaczka Kobieta znowu zaczyna się łamać. Ja stoję za nimi i siłą rzeczy jestem świadkiem tych zmagań. Rozumiem ją, ja też miałam lęk wysokości, z którym podjęłam walkę na Babiej górze (jeśli masz ochotę o tym poczytać, możesz to zrobić TU), więc z ciekawością śledzę rozwój wydarzeń.
Chce podjąć walkę ze sobą? Czy zrejteruje? Chce wejść? Czy czuje się zmuszona?
Co zrobi?
Kobieta próbuje, wspina się kilka metrów, po czym chce odpuścić. Mówi: „schodzę”, po czym zaczyna lamentować: „ojej, zły jesteś? Obrazisz się?”.
A we mnie się gotuje.
Mam ochotę krzyknąć na nią: „Kobieto, ogarnij się. Masz 60 lat i nadal przejmujesz się Nim, zamiast Sobą? A co Cię to obchodzi co On mówi i myśli? Czemu nie słuchasz tego co Ty chcesz? Czemu nie kierujesz się sobą? Dlaczego ważniejsze jest co On???.
Milczę, jednak zagryzam zęby, żeby czegoś nie powiedzieć.
W mojej głowie pojawia się jednak film, na którym ta sama Kobieta, choć nie ta sama, bo już pewna Siebie, wsłuchana w swoje potrzeby, w to czego ona chce, mówi asertywnie: „Chcesz wejść na Giewont, w porządku. Ja mam lęk wysokości, więc tu sobie usiądę i na Ciebie poczekam”. Po czym siada, nie czekając na niczyje pozwolenie, wyciąga się wygodnie i zaczyna cieszyć oczy przepięknymi widokami, chwaląc samą siebie, że dotarła tak wysoko, pomimo swoich lęków. Po błąkającym się po jej ustach uśmiechu widzę, że w duszy myśli: „może następnym razem spróbuję pokonać swój lęk wysokości, może będę już na to gotowa”.
Takich Kobiet, nastawionych jak talerze anten satelitarnych, na wyłapywanie oczekiwań z otoczenia, jest wiele.
Wciąż o wiele za dużo.
Ale ja wiem, że to można zmienić.
Wiem, że można nauczyć się asertywności, zacząć pytać samą Siebie: A czego Ty chcesz?. Co jest dla Ciebie ważne?
I zacząć się tym kierować w życiu.
Nie tym czego chcą od Ciebie inni. Nie tym co wpojono Ci w dzieciństwie. Nie tym, co jest powszechnie przyjęte.
Skąd to wiem?
Z własnego doświadczenia. Mojego i moich klientek.
Wierzę, że także dzięki pracy ze mną, takich kobiet będzie coraz więcej. Tak dużo, że kiedyś taka sytuacja jak ta spod Giewontu, będzie nierealna, jak surrealistyczny film.